środa, 9 lipca 2014

A za rogiem może czaić się miłość, prawdziwe zakochanie które zmieni wszystko w ich życiu.

Stefan ostatnio coraz częściej Cię zawodził. Tak jak i teraz. Kiedy wracałaś z zakupów piątkowego popołudnia coś zaczęło Ci się dymić spod maski więc szybko zjechałaś na pobocze. Mechanik z Ciebie był marny więc nawet nie domyślałaś się co mogło się stać. Na domiar złego zapomniałaś komórki.
- Stefan wiem, że ty jesteś stary, ale mogliśmy chociaż do domu wrócić. – Wyjęłaś z torebki paczkę kwaśnych żelek i konsumując je oparłaś się o drzwi swojego garbusa. – I co my teraz zrobimy? – kontynuowałaś swój monolog do samochodu. – Inaczej się umawialiśmy. Musisz jeszcze pożyć.  Ja ci taką fajną zawieszkę zapachową kupiłam.
Usłyszałaś, że tuż za Twoim samochodem zatrzymał się jakiś inny, a po chwili ktoś z niego wyszedł. Zaśmiałaś się widząc Bartmana kierującego się w Twoją stronę z głupim uśmiechem.
- No i czego się szczerzysz? Auto Ci się nigdy nie popsuło? – wysunęłaś w jego stronę paczkę ulubionych żelek – Jak mi pomożesz to dam Ci żelka.
- Temu gruchotowi nie da się pomóc. Nie boisz się nim jeździć?
- Stefan nie słuchaj go, on się nie zna – pogłaskałaś dach swojego auta.
- Stefan?  - parsknął śmiechem wyrywając Ci z dłoni paczkę żelek i od razu pochłonął kilka z nich.
- Ey! Oddaj – krzyknęłaś – Już Cię nie lubię – burknęłaś kiedy oddał CI puste opakowanie.
- Dobre były. – wyjął z kieszeni telefon i wykręcił jakiś numer zostawiając Cię samą przy aucie. Wrócił bo kilki minutach, a ty opróżniałaś już kolejną paczkę żelek.
- Nie mówiłaś, że masz jeszcze jedno opakowanie.
- Co ze Stefanem?
- Mój znajomy mechanik za niecałą godzinę po niego przyjedzie i odholuje do swojego warsztatu. – znów chciał zabrać jej żelki.
- Łapy precz!
- Teraz jedziemy do Ciebie na kolacje. Jakoś musisz mi się odwdzięczyć za uratowanie Stefana.
- A będzie żyć? – pokiwał głową i wsiedliście do jego auta
- Musimy podrzucić mu jeszcze kluczyki.
- Moje zakupy są w bagażniku.

Przyglądałeś się jak dziewczyna krząta się między kuchennymi szafkami. Wyglądała tak zabawnie.  
- Co dobrego serwuje dziś szef kuchni?
- Naleśniki z dżemem brzoskwiniowym albo jajecznicę, co wolisz?
- Naleśniki z nutellą? – wyjęła z szafki pusty słoik po czekoladzie. – O nic nie pytałem. Mogę się rozejrzeć po mieszkaniu?
- Tylko niczego nie ruszaj – pogroziła Ci czymś czego używała do przewracania naleśników na patelni.
Jej mieszkanie nie było duże ale bardzo przytulne. Takie ciepłe i przytulne w swojej prostocie. Nie było tam wielu zdjęć czy drobiazgów. Kilka fotografii w pokoju przedstawiało małego chłopca, a jedna Igę z rodzicami i chłopcem. Wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięci. Zaciekawiła Cię kolekcja jej płyt. Większość klasyków z wielu gatunków. Wybrałeś jedną płytę Beatlesów i odtworzyłeś. Od razu z głośników wydobyło się She Loves You Bardzo lubiłeś tą piosenkę.
Trzask drzwi wyrwał Cię z wsłuchiwania się w słowa.
- Iga coś się stało? – zapytałeś będąc pod drzwiami łazienki gdzie właśnie dziewczyna weszła.
- Wszystko w porządku, daj mi chwilkę. – zmartwiłeś się widząc krople krwi na podłodze.
- Tutaj jest krew. Powiedz co się stało. – nie odzywała się, a zza drzwi słyszałeś tylko lecącą wodę – Iga wchodzę.
- Nie! – krzyknęła, ale zdążyłeś znaleźć się już przy niej. Pochylała się nad umywalką przyciskając do twarzy ręcznik. – To nic takiego, naprawdę. Proszę wyjdź. – nie słuchałeś jej słów. Zrobiłeś to czego udało Ci się nauczyć jeszcze w szkole na zajęciach z pierwszej pomocy by zatamować krwotok z nosa, który po kilku minutach ustał. – To się czasem zdarza. – otarła twarz i pomogłeś opuścić jej pomieszczenie – Chwilę odpocznę i będzie wszystko dobrze. – próbowała się do Ciebie uśmiechać, ale nie wychodziło jej to, a ty nie wiedziałeś co w tej chwili powiedzieć. Byłeś w totalnym szoku po tym co przed chwilą się wydarzyło, czego byłeś świadkiem. Udało Ci się zachować zimną krew i pomóc jej. – Nasza kolacja. Będzie zimna.
- Od dawna tak się dzieje? – zapytałeś – to nie jest normalne.
- Dla mnie jest. Nie chcę teraz o tym rozmawiać, jestem zmęczona – usiadła – strasznie boli mnie głowa.
- Chyba powinienem zabrać Cię do lekarza.
- Nie ma takiej potrzeby, zaprowadź mnie do sypialni, dobrze? – Pomogłeś jej wstać i poprowadziłeś do wskazanego pokoju. – Zostaniesz ze mną? – zapytała przykładając swoją głowę do poduszki. Pokiwałeś na zgodę i zająłeś miejsce obok niej. Dokładnie przyglądałeś się jej twarzy. Z przymkniętymi powiekami wyglądała tak spokojnie, jej klatka miarowo unosiła się pod wpływem oddechów. – Lubię Cię, lubię Twoje towarzystwo, naprawdę lubię. Tylko musisz mi obiecać, że nigdy się we mnie nie zakochasz, nie możesz tego zrobić, dobrze?

Nie zakochasz się, bo już się zakochałeś. 

***
powinno być inaczej. 
to są wyrwane momenty z ich życia. 
mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. 
jeśli nie wyjdzie w praniu. 
końcówka śmierdzi mi jednym filmem.
przepraszam.